RSS
środa, 11 listopada 2015
"Samotność"

Dumny szałas stoi pośrodku pustyni.

Wielbłądy nie nadążają.

On jest nieforsowalny.

Wielu sztuczek się imali,

ale on stoi jak stał.

Rozwalmy pięścią stal,

niech znajdzie się coś w środku.

18:55, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Jęczy piszcze smoła rzeki.

Odwleka się zagłada.

Dajcie fleka pełnego piwa,

przynaglimy los,

odepchniemy cios,

który las nam szykuje,

igrając z wiatem.

Tu tańczył satyr

na polu z waty.

On wiedział,co się stanie.

Tylko przed nami to zakryte.

18:53, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Ryby pływają w traductada,

łypią złym okiem,

nie nadają się do życia,

a jednak musisz tak żyć.

Borek szumi z Wisłostradą,

ktoś klnie niezauważalnie,

prztyczek w nos na porządku dziennym.

Jesteśmy litościwi,

jesteśmy ciwilizowani.

Z hikiem zjedź na nartach w dół,

nadziej się na jodłę.

Kto wytłumaczy tajemnice życia?

Chyba tylko Bóg.

18:51, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
"Sylvia"

Dowlokła się do łóżka

i rzuciła na nie.

Włosy rozsypały się na poduszce.

Zacząć nowy wiersz,

to jej uratuje życie.

Zanurzyć palce

w atramencie życia.

A teraz łypie okiem z okładki

i nie chce wyjawić swojej tajemnicy.

18:48, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
"Noc"

Zbałkanione chmry

odśpiewują w dal.

A ja stoję pod światełkiem

na progu

dmuchając w rurkę

usiłując rozniecić jeszcze jeden ognik szcżęścia

zanim to całkiem nas opuści.

18:46, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
"Wąwóz nagrobny"

Wąwóz nagrobny zarasta wnęką,

tłumi się chwastem i jęczy pokrzywą.

Dusze stracone przytupem przychodzą,

o łaskę błagają.

Zabierz mnie tam w dzień wesela.

Niech mnie zastąpi Aniela.

Niech panną młodą zostanę

w jego gardzieli szerokiej,

od krańców miasta oddalonej,

gdzie wąż i padlina pełza.

Dasz mi obrączkę z tektury,

ale i tak będą chmury.

A goście zapłaczą:

"I co my z ciastem zrobimy?"

18:44, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
"Wąskie mosty"

Z wąskich mostów skaczą samobójcy,

wiatr szumi im we włosach.

Przygotowują się do lotu długo,

trenują wyłamywanie knykci,

by rzucić się w topiele

i zniknąć.

Ale przedtem żegnąją się a matką

i przyjacielem

straceńczym uśmiechem,

który już skrywa zamiary.

Potem narywają chwastu z pól

i obdarowywują dziewczynę,

padają jej do kostek.

O Świtezio!

Widziałaś, jak skaczą w twoje odmęty

nad ranem...

18:40, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Piasek na pystyni

wygina się wydmami

kołysamymi przez wiatr.

Pozwala osuszyć usta,

przypomnieć sobie o Izraelitach

i o tym,

że im smakowała zwykła woda.

18:36, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
"Sukces"

Czy on zatyka?

Czy zapycha jak

obfita uczta nienasyconego łakomczucha?

Nie pozwala się odwrócić i spojrzeć wstecz na czasy,

gdy wpatrzeni byliśmy w głaskane przez wiatr źdźbło trawy,

a mnie zdawało się więcej?

Upaja i nadyma,

ale czy ta karuzela

zatrzyma się sama

bez mojej i bożej pomocy?

18:35, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Rozbuchane szydwrstwo słów,

mrugnień oka.

Idziemy na piwo,

a każdy bezpieczny w swoim kokonie.

Nie wypada ziewać,

nie wypada prowadzić monologu w głowie.

Przejdziemy się pod wyschłymi jarzębinami

i narwiemy piachu.

Czasem tylko to i aż to wystarczy.

Nie zawsze trzeba dzielić włos na czworo.

18:32, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16