RSS
środa, 30 października 2013
Żytnia z żubrówką.

Żytnią z żubrówką pili dwaj starzy pijacy z Oświęcimia. Nie mieli zamiaru oszczędzać. Żony dały im kieszonkowe. Jeden z nich włożył więc łapę głęboko do starych, znoszonych portek i wyjął pieniądze. Dał je sprzedawczyni.

– Poprosimy żytnią z żubrówką – zacharczał i podciągnął portki.

Sprzedawczyni dała im alkohol. Schwycili butelki łapczywie i udali się do starego, uschłego zagajnika, gdzie kiedyś stał zamek hrabiego, aby ją obalić.

Pili chciwie, gulgocząc i raz po raz wycierając usta wierzchem dłoni. Zachwalali alkohol, bekając. Opowiadali sobie różne historie ze swojej młodości, choć ciężko byłoby uwierzyć postronnemu obserwatorowi, że kiedyś byli młodzi.

Słońce świeciło mocno, tak że każda najmniejsza zeschła gałązka zagajnika zdawała się trzeszczeć od upału i grozić pożarem.

Nagle mężczyźni poczuli, że robi się chłodno, a z ruin zamku nadciąga cień. Zlękli się bardzo, gdyż nie wiedzieli, co się dzieje. Wraz z cieniem nadszedł wiatr i zmierzwił włosy obydwu pijakom. Wtedy zobaczyli, że obok nich stoi postać okutana czarną peleryną. Blada, chuda, z rozwichrzonymi włosami.

– Co robicie w moim zamku?!!! – zadudniła zjawa.

– Kkkkkim tttty jjjjesteś? – zaczął się jąkać jeden z pijaków.

– Jestem hrabia Przełęski. Mieszkam tu od zawsze. Wtargnęliście na mój teren.

Dwójka moczymordów popatrzyła na siebie z wytrzeszczonymi oczyma. Wzrok każdego mówił do tego drugiego: „Przecież hrabia Przełęski nie żyje od ponad stu lat!”

– Pppprzepppraszamy.

– Oooo jakżeż smutne jest me dziedzictwo. Popadło w ruinę. Co noc przechadzam się po tych gruzach. Gdy biją pioruny i hula wicher, wznoszę ręce w górę i pytam Stwórcę, czemu do tego dopuścił.

Zjawa ziała na nich pustymi oczodołami i bezzębną gębą. Stali jak wmurowani, zbyt przerażeni, by wziąć nogi za pas. O dziwo, poza kręgiem cienia roztaczanego przez ducha śpiewało pogodnie słońce i śpiewały ptaki.

– Ale teraz wszystko się odmieni! Za karę, że przyszliście tutaj, spełnicie misję, którą wam powierzę. Pójdziecie do sołtysa wsi i powiecie, że hrabia żąda, aby zamek został odbudowany.

– Ale my…

– Milczeć! Zrobicie, co wam każę. Albo nigdy nie zaznacie spokoju.

Wtedy znowu zerwał się wiatr, słońce przebiło się przez chmury, cień zniknął, a wraz z nim zjawa. Mężczyźni stali jak skamieniali. Nie wiedzieli, czy mogą się poruszyć.

– Czy tylko mnie się to wszystko zdawało, czy ty też to widziałeś? – zapytał jeden pijak drugiego.

– Co za pytanie!

– Co teraz zrobimy?

 Struchlali ze strachu naradzali się przez jakiś czas, po czym pełni obaw i wstydu zdecydowali się iść do sołtysa. Postanowili jednak, że najpierw muszą wytrzeźwieć, w przeciwnym razie na pewno im nie uwierzy.

Przez całą noc nie mogli usnąć, kręcili się spoceni w łóżkach, a żony pytały, co im jest.

Następnego dnia wybrali się do sołtysa. Ten, widząc ich z okna, zdziwił się mocno i zaczął zastanawiać się, z jaką to sprawą mogło przyjść dwóch wiejskich pijaczków.

Kiedy opowiedzieli , co im się przydarzyło, sołtys usiłował utrzymać poważny wyraz twarzy, choć w środku rozsadzał go śmiech. Cóż oni znowu wymyślili? Zmieszali na pewno jakieś trunki ze sobą i oto, co powstało w ich głowach. Z należytym szacunkiem powiedział, że rozumie ich zatroskanie, ale teraz wieś ma inne wydatki. Pijacy omal się nie rozpłakali i jęli go błagać, by zmienił zdanie, ale on nie ustąpił.

Wyszli z jego domu z nosami na kwintę, z wzrokiem wbitym w ziemię. „Ech – pomyślał w duchu sołtys – zajęłyby się nimi te żony, bo oni kiedyś coś nawywijają”.

Dwaj pijaczkowie znów nie mogli spać tej nocy. Bali się każdego cienia w sypialni i szelestu każdej myszy. Żony już zrezygnowały i postanowiły o nic nie pytać. Jakież jednak było ich zdziwienie, kiedy ich chłopy na drugi dzień nie chciały wziąć ani kropli alkoholu do ust. Mężczyźni sami nie wiedzieli, co się dzieje, ale za każdym razem, gdy chcieli się napić czegoś mocniejszego, opanowywał ich taki wstręt, że omal nie wymiotowali. Zrozumieli po jakimś czasie, że to hrabia nałożył na nich klątwę. Już do końca swych dni mieli nie zaznać radości trunku, nie napić się z kumplami, nie zaszaleć po pijanemu na weselisku. Od tej pory omijali z daleka stary zagajnik, aby jakie nowe nieszczęście się nie przyplątało.       

18:33, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »