RSS
sobota, 13 lipca 2013
***

Ciemną porą siedzieć w lesie przy ognisku. Rozpamiętywać to, co było, nucić pieśni. Rzeką płynie kra, to przeszłość, to my kiedyś. Nie dalej jak wczoraj tonęliśmy w tej rzece.

 

Nie uciekać od życia, ale się do niego przyzwyczajac, to ciężkie zadanie. To zadanie, które przed sobą stawiam każdego dnia.

Wokół chmura deszczu, rozbryzguje się na moim życiu.

21:53, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lipca 2013

Kierował się posuwistym krokiem w stronę cytadeli. Miał oświadczyć się ksieżniczce Burgundzie zanim rozpocznie się turniej rycerski. Księżniczka piła burgunda i paliła stare cygara.Poznali się na zabawie w Aberystwyth parę lat wcześniej. Zafascynowała go od pierwszego spojrzenia, które skierowała w jego oczy.Nigdy wcześniej nie spodziewał się, że kobieta może się stać cześcią ciała mężczyzny, połową jego serca.Poczuł to pierwszy raz, kiedy zabrał ją na ryby w okolice Yorkshire. Stali razem nad srebrzystą taflą jeziora, patrzyli w ruchome od ryb głębie, a ona była tak samo zafascynowana, jak on, kiedy ojciec pierwszy raz zabrał go na ryby w wieku 9 lat. Właściwie nie zwracała na niego uwagi.Jej jasne włosy mieniły się w świetle słońca, kosmykami poruszał delikatny wiatr, a ona nie odrywała wzroku od wody. W pewnej chwili wykrzyknęła radośnie i pokazała na suma, który pływał pod powierzchnią. Mieszko nie wiedział jak to możliwe, ale czuł całkowitą jedność z jej myślami. Wiedział, że gdyby przyprowadził tu inną kobietę, nie wpasowałaby się ona tak dobrze w otaczające drzewa, w szum jeziora i w falowanie nadbrzeżnych traw. Później zabrał ją na ucztę do swojego ojca. Ten był zachwycon wybranką. Co chwilę podnosił z aprobatą kieliszek wina i upijał łyk, nie spuszczając Burgundy z oczu. Przypominała mu jego świętej pamięci żonę. Podobne sarnie oczy i przezroczystość cery. Wieczorem długo rozmawiał z Mieszkiem i nie mógł się nachwalić księżniczki. Martwił się jednak, że syn jest po prostu za biedny aby pojąć za żonę córkę króla Tarpaulin. Mieszko też o tym rozmyślał od dłuższego czasu i nie widział wyjścia z całej sytuacji. Coraz bardziej z Burgundą odwlekali moment, kiedy powiedzą królowi o swoich planach. 

W końcu Mieszko zdecydował się zdobyć Złoty Miecz. Wiedział, że ktokolwiek go posiądzie, stanie się w oczach króla kimś wyjątkowym, a w swoim kraju bohaterem. Miecz znajdował się w dalekiej krainie o stromych zboczach i rwących rzekach.Wieku śmiałków próbowało już się tam dostać, ale nie udało im się przebyć niebezpiecznej drogi, która doń wiodła.Mieszko postanowił zaryzykować,  Dostał błogoswieństwo ojca, a Burgunda upiekła mu omlety na drogę.

Wyruszył o świcie. Słońce jeszcze ledwo rysowało się na horyzoncie, ptaki dopiero się budziły i wiała świeżutka bryza, która nie zapowiadała w niczym upału, jaki miał nadejść później.Mieszko miał na ramieniu tobołek i to był cały jego dobytek. Po kilku godzinach zdecydował się poszukać schronienia, gdyż słońce znajdowało się coraz wyżej i zaczynało niemiłosiernie prażyć. Wtem zauważył masyw skalny i pomyślał, że w środku może znajdować się jaskinia. Nie mylił się. Im bardziej przybliżał się do zwałów kamieni, tym wyrażniej widział ciemne wejście do pieczary.W końcu zagłębił się w jej przenikliwie chłodnym wnętrzu. Usiadł i zaczął wpatrywać się  w rysującą się u jego stóp dolinę. Od razu pomyślał o swojej misji. Czy zdoła znaleźć miecz i pojąć Burgundę za żonę? Czy przetrzyma trudy, jakie na niego czekają? A nawet jeśli wszystko się uda, to czy naprawdę będzie szczęśliwy? Czy to jest właśnie życie, którego pragnął? Obiadki żony, ciepłe bambosze wieczorami, a w niedziele rosół u teściów?Potem kupy, pieluchy i wózki? Kiedy był małym chłopcem, marzył o życiu pełnym przygód. Wyobrażał sobie, że każdego dnia będzie opuszczał nogi z łóżka z przekonaniem, że dzień ten jest niezapisaną kartą i wszystko może się w nim zdarzyć.Chciał, by jego życie było inne niż to, jakie wiedli jego ojciec i wujowie. Co prawda opowiadali mu o dawnej chwale, o swych dawnych wyczynach i przygodach, ale obecnie ciężko było się dopatrzyć w ich oczach tej jednej iskry, która świadczyłaby o tym, że chcieliby cofnąć czas. Mieszkowi jawili się niczym oblepione od mułu żółwie, którym nie chce się już ruszać. Widział, że byli zadowoleni z obecnego stanu rzeczy i nie zamierzali go zmieniać.

Nagle z jaskini dobiegł dziwny dźwięk, który, zwielokrotniony przez jej ściany, odbił się złowrogim echem. Mieszko poczuł jak po kręgosłupie przechodzi mu dreszcz, który zaczyna się się gdzieś w krzyżu niczym zimny, ostry płomień, mknie po plecach, a potem ukrywa się pod włosami. Z czarnych czeluści pieczary buchnął nagły podmuch powietrza, jakby wewnątrz był przeciąg. Poruszył ubraniem Mieszka. Ten bał się odwrócić, nie śmiał spojrzeć za siebie, choć wiedział, że to w niczym nie pomoże. Usłyszał dudnienie kroków, był to dźwięk, który przejął go trwogą. W głębi serca już widział czego się spodziewać, ale jego świadomość jeszcze nie przyjmowała tego do wiadomości. Powoli odwrócił głowę i zobaczył go. Ogromnego zielonego smoka stojącego tuż za nim. Patrzył wprost na Mieszka. Ryknął. Dźwięk był ogłuszający.Odbił się w całej dolinie, tak że rozbrzmiewał jeszcze przez chwilę wśród drzew i gór.Mieszko nie był w stanie się poruszyć. Czuł, jakby zaczarowała go wiedźma z wioski albo jakby był w jednym ze snów, w których nigdy nie można uciekać. 

Wtem przez głowę przemknęła mu pewna myśl. Bardzo powoli, bez żadnych gwałtownych ruchów sięgnął do swojego tobołka i wyjął z niego średniej wielkości zawiniątko.Smok coraz bardziej się z bliżał. Z jego nozdrzy dobywał się dym i Mieszko obawiał się, że nie zdąży zrealizować swojego planu zanim poczwara nie potraktuje go ogniem. Widział swoje podwójne odbicia w ślepiach potwora, widział samego siebie jak się trzęsie.Rozwinął pakunek i rzucił w stronę smoka. Ten popatrzył w dół i w tej samej niemal chwili rzucił się na leżące przed nim omlety. Mieszko zerwał się na nogi i popędził za jaskinię, a potem dalej, aż miał całkowitą pewność, że smok go nie dogoni.

21:42, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »