RSS
piątek, 05 października 2018
***

Szedł sam. Osiedle całkiem nie opustoszało z ludzi, na placu zabaw wałęsało się kilku rodziców z dziećmi. Zastanawiał się, czy on też kiedyś będzie jak ci rodzice: pełen zwyczajnych trosk, choć nieświadomie stąpający we mgle. 

Niektóre dzieci marudziły, rzucały zabawkami i chciały uciec. Zmęczeni rodzice nie reagowali.

Przysiadł się na ławeczce do staruszki w okularach. Obserwował ukradkiem jak kobieta obraca miarowo kłębek wełny, dziergając na drutach. Wydawała się zahipnotyzowana tą czynnością. 

On sam nie miał celu, na którym mógłby się oprzeć. Kierowała nim pustka, pchając go siłą rozpędu jak wiatr dmuchający w żagle.

Próbował zrozumieć życie, zrozumieć staruszkę robiącą na drutach i jej rozkapryszonego wnuczka wcierającego w piaskownicy piasek we włosy. Czuł, że nie przynależy do tego świata, że jego nerwowe tiki nie spodobałyby się mieszkańcom tego osiedla, gdyby poznali go bliżej. Jednak musiał przyznać, że czuł się z nimi w jakiś sposób związany. Mieszkał tu już od ośmiu lat, otaczające go bloki z szarej płyty znał jak własne sznurówki albo własną szlafmycę. 

W pewnym momencie zerwał się z ławki i zrzucił płaszcz. Pod spodem był nagi. Czuł jak wiatr prześlizguje się po jego odkrytym ciele. Wolność smakowała jak gorzka morska woda, jak cierpki owoc. Na wietrze ślizgali się dawni bogowie, przyzywając go do siebie.

Nie zauważył nawet, że kobieta obok zaczęła krzyczeć, a rodzice w panice zabierali dzieci z placu zabaw.

10:13, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2018
***



Pod spadającymi liśćmi klonu próbowali zebrać swoje życie do kupy. Rozbitkowie życiowi we wraku jesiennego dnia. Co jakiś czas na głowę spadał im kolorowy, lekko już zeschły liść, uświadamiając przemijanie. Ludzie przechodzili obok, zasłaniając się parasolami. Nie chcieli obudzić śpiących demonów, które siedziały na poboczu chodnika. A były nimi ksiądz alkoholik, jakiś filozof,który postanowił porzucić dotychczasowy szum sal uniwersyteckich oraz była sopranistka Królewskiej Akademii Muzycznej, która pewnego razu po prostu zeszła ze sceny w środku koncertu i nie pojawiła się już więcej w przybytku sztuki.

Skusiły ich tu sny, które miewali od pewnego czasu. Sny o odnalezieniu króliczej nory, jakie śniły się kiedyś w dzieciństwie, a które później zniknęły z niewiadomych przyczyn.

Ksiądz podszedł do filozofa i położył mu uspokajająco rękę na ramieniu.

- Zobaczysz, wszystko się jakoś ułoży. Odnajdziesz znowu sens.

Na te słowa z nieba spłynął złoty rydwan, który porwał filozofa w przestwory. W czasie swojej wycieczki widział on rzeczy, o jakich rozprawiali jego koledzy z uniwersytetu w starym życiu. Doznał bajecznych olśnień i dotknął swoich starych ran. Nauczył się rozmawiać ze swoim ukrytym ja, pomagając staruszce przejść przez jezdnię. Zobaczył swoją byłą żonę, jak płacze ukradkiem w kuchni po jednej z ich regularnych kłótni. Z oczu skapywały jej łzy, a w ręku trzymała swoje stare zdjęcia z czasów, kiedy była panną i miała jeszcze marzenia o porannym tańcu wśród kropel rosy.

W pewnej chwili poraził go płomień pioruna, przeszył jego wnętrzności i przenicował jego ja. Czuł ból, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczył. Miał wrażenie, że wisi na kryształowej nici swojego losu, która w każdej chwili może się przerwać. Przypomniał sobie wszystkie swoje wykłady, gdy wtłaczał opornym studentom fakty do głowy.

Śpiewaczka i ksiądz czekali na dole cierpliwie. Widzieli tylko niebiesko-różową smugę dymu nad miastem, nie zdając sobie sprawy, że to filozof stacza swój życiowy bój. W księdzu odezwała się stara rwa kulszowa. Poszedł więc po swoją laskę, którą wcześniej zakopał w kreciej norze. Zaczął rysować laską na piasku tajemnicze znaki, niczym Jezus wobec nierządnicy.

Spiewaczka czuła się pouczana. Ksiądz był pijakiem, nie miał prawa prawić jej kazań. Wsadziła więc głowę w piasek i cierpliwie czekała na zrządzenie losu. Wiedziała, że Bóg kiedyś odbierze jej głos, nie wiedziała tylko kiedy. Prawdę mówiąc, nie wiedziała, czy dalej potrafi śpiewać. Od dnia, kiedy zeszła ze sceny wśród ogólnego oburzenia, nie zaintonowała ani jednej nuty.

óciła się z zięciem, córka ją denerwowała. Śpiewaczka czuła, ze to jedynie ona w tym domu potrafi robić rosół.

Nie kochała się z mężem od dawna. Prawdę mówiąc od czasu, gdy jego penis zamienił się w pochodnię i poparzył jej wnętrzności.

Nie liczyła już na wiele w życiu. Ot, na jakąś miskę mleka, niczym kot przybłęda przygarnięty przez litościwych ludzi.

Ksiądz tymczasem znalazł sposób, aby i w parku napić się wódki. Wydłubał wnętrze żołędzia i nabrał wody z kałuży.

Chciał znów być na ambonie w kościele, mówić do zebranych o pięknie świata, o urodzie i powabie polnych kwiatów, ale jego złamane serce na to nie pozwalało.

Rzucił się w błoto i zaczął mazać sobie nim twarz na znak pokuty. Nie wiedział, czy kiedyś Bóg przebaczy mu jego liczne grzechy. Jeszcze niedawno odwiedzał wszystkie kościoły w okolicy, zapalając wszędzie świeczkę za samego siebie. Teraz zrobiłby to tez dla śpiewaczki.

Niedaleko przechadzała się młoda matka z wózkiem. Z westchnieniem spojrzała na dwójkę pielgrzymów. Nie wiedziała, na co czekają, ale wiedziała, że ma ochotę przystanąc obok nich i również czekać. Jednak zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe. W domu czekało mleko do odgrzania, pranie do prania, żelazko do odciśnięcia na ciele niczym stygmat.

Dziecko zaczęło płakać i młoda matka zakołysała wózkiem niczym potężny sztorm morzem. Dziecko wpadło w panikę. To był jego pierwszy kryzys egzystencjalny.

 

21:51, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 grudnia 2017
***

Niesłychana lubieżność zjawisk.

Gniewny krzyk wieśniaków

zmieszany z rechotem

bogacza tarzającego się w złocie.

Pobili niewidomego, bo nie widział ich urody.

19:25, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Drapacze chmur z moich wizji.

Czarne i drapieżne jak głodne sępy.

Wyciągają szpony w szarawe niebo

i nakazują milczenie.

Nic już nie powiesz,

świat skończony.

Na zawsze zatrzaśnięte wieko kamiennej skrzyni.

Twoje usta zszyte dratwą.

Otwierasz je i krzyczysz niemo

19:23, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Idą wojska, dudnią doliną,

w czarny mrok twoich rzęs schodzą.

Nie napijesz się ze zdroju bram życia.

Odwieczna walka w twoim sercu trwa.

Na miłość oczekujesz nadaremnie.

Już wyschło źródło,

które poiło cię, gdy byłeś dzieckiem.

19:20, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Zachachmęcił zmierzch ponuro

i odsunął się czarno.

Gęsta kawa skleja podniebienie

i nie daje żyć.

Kolejny telefon bez znaczenia.

Skradam się korytarzami,

żeby odebrać słuchawkę.

Z tamtej strony żadnych wieści.

Tylko z tej wciąż to samo.

19:17, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Cierń z boku oka,

kwaśna sadza

dziwnie mi nie służy.

Strzeliste pioruny za oknem.

Nogi bolą jak kłody,

w płucach mocy brak.

Tak składa się życie do środka

19:14, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Zakurzone meble stoją

i łypią pająkami.

Skrywają w sobie tajemnice,

które nie wszyscy moglibyśmy znieść.

Kiedyś ktoś tu się zabił,

kto inny stracił głowę,

roztłukł ją o krawędź biurka,

patrząc na zielony trawnik i deszcz za oknem.

Zamieszkamy tu razem.

Może przeżyjemy

 

 

19:07, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 czerwca 2016
***

Wysokie snopy swierków

w popołudniowym słońcu.

Prześwieca przez nie białość nieba,

ręki boskiej,

skazującej na zatracenie tych,

którzy nie wykorzystają swego życia

21:23, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
***

Solny poranek przy kawie

Na zewnątrz nieodkryte rzeczy

wydane na pastwę losu.

Mgła skrywa nowe wydarzenia,

ta świadomość cieplutko głaszcze nas po policzku

jak pierwsza kawa

21:22, sleepwalking
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16